Niedawno pożegnaliśmy mojego tatę – człowieka, którego kochaliśmy ponad wszystko, a który odszedł po długiej i trudnej walce z rakiem odbytnicy. Chociaż choroba odebrała mu życie, to dzięki pracy i sercu Pana Doktora Grzegorza Graffa ostatnie tygodnie jego życia były przepełnione godnością, troską i spokojem.
Piszę ten list jako wyraz głębokiej wdzięczności wobec lekarza, który w jednej z najtrudniejszych chwil naszego życia okazał się nie tylko wybitnym specjalistą, ale przede wszystkim człowiekiem z ogromną empatią i sercem.
Tata został przyjęty na oddział Szpitala Grochowskiego w bardzo ciężkim stanie – z bardzo niskim poziomem hemoglobiny, infekcją układu moczowego oraz zaawansowanym guzem powodującym niedrożność jelit. Pan Doktor Graff od pierwszych chwil wykazywał ogromne zaangażowanie – zorganizował przetoczenie krwi, które uratowało życie taty i pozwoliło ustabilizować jego stan.
To również dzięki jego decyzji wdrożono żywienie pozajelitowe – jedyne możliwe w sytuacji, gdy guz uniemożliwiał prawidłowe funkcjonowanie przewodu pokarmowego.
W trakcie hospitalizacji pojawiła się konieczność pilnej wymiany nefrostomii. Tata był zbyt słaby, aby samodzielnie dotrzeć do placówki wykonującej zabieg. I znów – Pan Doktor Graff nie tylko zadbał o nowy termin, ale również sam zorganizował pełny transport medyczny w obie strony. Dzięki temu tata mógł wrócić pod dalszą opiekę oddziału i Pana Doktora, a leczenie mogło być kontynuowane.
Gdy stan taty został ustabilizowany, Pan Doktor z własnej inicjatywy i po rozmowie z moją mamą pomógł nam znaleźć miejsce w stacjonarnym hospicjum – bardzo dobrze dopasowanym do potrzeb taty, a co równie ważne, położonym blisko naszego miejsca zamieszkania. Dzięki temu mogliśmy być przy nim do samego końca, codziennie, w godnych warunkach, otoczeni życzliwymi ludźmi.
Choć tata odszedł, jestem głęboko przekonany, że wszystko, co było możliwe do zrobienia – zostało zrobione. I to dzięki jednemu człowiekowi – Panu Doktorowi Grzegorzowi Graffowi.
To lekarz, jakich dziś tak bardzo brakuje: uważny, konkretny, szczery i jednocześnie niesamowicie ludzki. Potrafił mówić o najtrudniejszych sprawach z wyczuciem i szacunkiem. Zawsze obecny, zawsze gotowy pomóc. Jego uśmiech, spokój i energia dawały nam siłę, gdy tej siły już nie mieliśmy.
Tacy ludzie jak on zasługują na formalne uznanie – są fundamentem godnej, ludzkiej medycyny.
Z wyrazami szacunku, wdzięczności i żalu,
Syn
w imieniu całej rodziny



